Co zamroziło moje emocje?

Czytam teraz dzienniki Gombrowicza. Mało powiedziane, że czytam, połykam. To lektura, od której nie mogę się oderwać. I nie chodzi mi o wpływ, jaki autor może mieć na czytelnika, tylko bardziej o to, że kiedy jego czytam, czuję, że żyję. Że nie jestem sama w swoich wędrówkach po dzikich, nieokiełzanych ścieżkach życia, w moich myślach. W dziennikach znalazłam tyle potwierdzeń.

Bo cały czas nie wiem, czy już jestem czy jeszcze nie. Sądzę jednak, że za wcześnie, żeby być. Jeszcze sporo przede mną. Co zamroziło moje emocje? Kiedy doszłam do momentu, w którym pisarz już zaczął być. Czyli do momentu, w którym już poznał dużo. Doszedł do mety, na której czekało…. Przerażenie i pustka. Kiedy czytałam te fragmenty, sama czułam się rozczarowana. To są uroki myśliciela. Choć prawdopodobnie przychodzi refleksja na koniec życia u każdej osoby. Podsumowania. Moment, w którym przestrzeń nie działa na człowieka już tak, jak przed laty, a raczej paraliżuje i wywołuję lęki i smutek.

Dlatego czytając historię tak świadomego wkraczania w wiek starczy/w chorobę, zdałam sobie sprawę, że mam jeszcze dużo czasu na wszystko, że trzeba cieszyć się każdym dniem, chwilą. Trzeba poznawać cały czas, nałykać się życiem, tak, żeby w chwilach podsumowań, choć czuć spełnienie i mieć świadomość, że dużo doświadczyłam.