Depresja – jak walczyć o siebie?

Czy stanie się faktycznie tak, że depresja będzie najczęstszą chorobą, która dotknie nasze społeczeństwo? A może już tak się stało. Być może niezanotowanych przypadków jest tak dużo, że nie mieści tego żadna skala. Czy prześcigniemy kraje skandynawskie? Tylko, że tam powodem depresji raczej jest klimat, w Polsce, powody są zupełnie inne. Niechęć? Brak przyszłości? Ignorancja? Zazdrość? Obłuda? Zakłamanie? W takiej atmosferze delikatna/wrażliwa jednostka długo nie pociągnie. Waza się przeleje. Udawanie na dłuższą metę się nie uda. Zabraknie paliwa na kolejne zakręty i wyboiste drogi.

I co wtedy?

Wstyd? Utrata wiary, że wszystko będzie dobrze? Brak stabilności dnia? Tracisz grunt pod nogami, czujesz jak ziemia się osuwa. Boisz się, że nic nie będzie jak dawniej. I tu się mylisz. Nie musi tak być. Trzeba tylko zauważyć problem, nie uciekać od niego, nie wstydzić się przed sobą, że to właśnie nas dotknęło. Im szybciej zaczniemy walczyć o siebie, tym lepiej. Warto wiedzieć, że wszystko zależy od nas. Może nam częściowo pomóc bliska osoba, która rozumie i nie bagatelizuje problemu. Może nas wspierać w dążeniach do wyjścia na prostą.

Jak zaczyna się walka o siebie?

Przede wszystkim zaczyna się od lekarza. I tu nie ma co się wstydzić, unikać. To normalny lekarz, który chce nam pomóc. Tylko jest lekarz i lekarz. Dobrze trafić do tego energetycznego, który jest sam silny i przekaże nam dobre fluidy, dobrze nastawi nas do życia. Lepiej unikać tych apatycznych, potrzebujących pomocy. Bo tacy też się zdarzają. Lepiej usłyszeć od lekarza: Wyjdziesz z tego, od tego się nie umiera. Nie chcemy słyszeć: to długa droga lub ma pani/pan spory problem. Każde słowo lekarza będziemy analizować długo. Będziemy słuchać jego jak autorytetu. Może stać się dla nas naszym prywatnym bogiem, który może nas uratować od złego. I tak się myśli czasami. Osoba, która choruje, łapie się każdego – dobrego stwierdzenia.

Jednak lekarz to nie wszystko. Powrót do spokojnego wewnętrznie życia, to również długa praca ze sobą. To walka o siebie. To zrozumienie swojej psychiki. Wybór, co jest dla nas ważne, a co nam może szkodzić, co jest dla nas zbędne. Z czego możemy zrezygnować. To bardzo dobry moment, żeby przeanalizować swoje  życie. Zredukować doznania, do takich, które posłużą nam do przemiany. To dobry moment, żeby usunąć z życia osoby/toksyny, które mącą w naszym świecie. Które mają zły wpływ na nas. A wierzę, że każdy z nas ma lub miał takie osoby w otoczeniu. Osoby, które mówią, że wyglądamy dobrze, kiedy wyglądamy źle, które cały czas chcąc dla nas niby dobrze, zwracają nam uwagę, krytykują nasze postępowanie. Bezpodstawnie i nachalnie. Powodują, że czujemy się gorsi, a siła której mamy mniej, nie pozwala nam na olanie tematu. Czujemy wtedy, jak wielką walkę musimy stoczyć z danym osobnikiem/intruzem, żeby choć chwilę poczuć się dobrze w swojej skórze. A osoba taka chełpi się przy nas, świeci tanim blaskiem chwilowej chwały. Chwała jednak dla tej osoby, może być kolejnym kamieniem do naszego ogródka. Wtedy pada pytanie, po co nam taki kontakt? Czy czasami nie czujemy się zdrowsi, kiedy nie ma przy nas takich toksyn? Nawet gdybyśmy musieli pozbyć się połowy naszych znajomych, warto. Poczujemy się wolni i lżejsi. Szukajmy osób, które akceptują nas w 100%, które powiedzą, że nam pomogą, że wszystko będzie dobrze, że damy radę. Osoby, które nie odwrócą się od nas, kiedy będziemy tego potrzebować, a nawet wtedy, kiedy będziemy mówili, że tej pomocy nie potrzebujemy. Będą przy nas tkwić, czy tego chcemy, czy nie. Bo będą chciały nas chronić, pomóc nam.

Kolejny temat to cieszenie się chwilą. Można. Można pielęgnować swój czas. Zapalić świece, które stoją na półkach na ozdobę. Nawet gdybyśmy mieli zapalić wszystkie, dla chwili przyjemności, warto. Fakt, że świece zabierają tlen i staje się, że jest go w pomieszczeniu coraz mniej, ale ponoć odpędzają złe duchy. A tych przy nas nie jest mało. Pielęgnowanie chwili, to także zakup kwiatów do wazonu, to także długa i aromatyczna kąpiel i pielęgnacja twarzy. To czas na pokochanie siebie. Siebie w środku i na zewnątrz. A jak w środku? Joga? Tak. Wystarczą ćwiczenia oddechu, ćwiczenie „martwego ciała” na podłodze. Chwila skupienia na swoim ciele, to bardzo dobry relaks. Wsłuchanie się w siebie, w ciszę. Warto wtedy sięgnąć po literaturę, która pomoże nam poukładać nas od środka. Buddyzm? Warto. Ta literatura może nasze postrzeganie świata tylko i wyłącznie, zmienić na dobre. Nie zaszkodzi, a może pomóc.

Dlatego walka o siebie, to nie tylko tabletki, rozmowa z lekarzem. To zmiana trybu życia. A czasami warto. Można to również zrobić, zanim sięgniemy po tabletki i zanim odwiedzimy lekarza.

Spodobało mi się hasło reklamowe Red Bulla….

Jeśli nie masz ich w sobie, ograniczenia nie istnieją.

thethinkingtank.tumblr.com