Kafkowska Praga po mojemu

Franz Kafka to postać, która ma wpływ na moje postrzeganie literatury. Byłam i jestem jego ciekawa. Dlatego mój wyjazd do Pragi opierał się przede wszystkim na chęci odwiedzenia miejsc z nim związanych. Chciałam choć w małym stopniu poczuć jego obecność. No i udało się.

Napiłam się kawy w Cafe Louvre. To miejsce klimatyczne i tak, jakby z tamtej epoki. Kawiarnia w swoich progach gościła m.in. Kafkę i Einsteina, o czym chętnie informuje.

Chodziłam uliczkami po których spacerował pisarz. Widziałam dom, w którym się urodził. Szczerze przyznam wizerunek Kafki jest widoczny w każdym zakątku Pragi. Co mnie trochę przerażało. Obawiałam się, jakie przedmioty jeszcze zobaczę z twarzą pisarza. Zapalniczki, karty, kufle, kubki, kieliszki …. Tego było już za dużo. Ale cóż, jak to mówią: Każdy orze jak może.

A w Muzeum Kafki … zaskoczenie, bo przy tym ogromie turystów praskich, chwilami byłam zupełnie sama… Ale nawet jak nie byłam, to oprócz mnie zwiedzały wystawę może ze dwie osoby… Muzeum stało puste. Jak dla mnie – rewelacja. Czułam się w nim wyjątkowo. Przeszłam całą drogę Kafki, od chwili narodzin, aż po śmierć. Miałam możliwość poczuć niepokój pisarza. Podświetlone na czerwono schody prowadziły do zagubienia, samotności, przerażenia i lęków Kafki.

Muzeum robi wrażenia. Szczerze przyznam wyszłam z niego z bólem głowy, ale takim pozytywnym bólem. Te emocje zostały we mnie. Cały czas szukają swojego miejsca w moim umyśle.

Bardzo chciałam zapalić światełko na grobie Kafki. Też mi się to udało. Tam zetknęłam się wielką pustką przemijania… i zapomnienia. Był to duży kontrast do tego, co dzieje się na uliczkach praskich, w sklepikach, gdzie ludzie chętnie kupują gadżety z wizerunkiem pisarza, lub odznaczają się na FB pod muzeum Kafki (nie wchodząc do środka).

Nie oddaje to wszystko emocji, które powinny towarzyszyć pisarzowi. A może to my mamy za dużo patosu w przeżywaniu ludzkich doskonałości? Być może warto spłycić czasami wszystko do posiadania gadżetów. Sama nie wiem.

Zastanawiam się czy gdyby żył, podobałoby się mu to wszystko. Myślę, że czułby się jeszcze bardziej samotny, zagubiony i zaszczuty. Tym bardziej, że on nawet nie chciał wydać swoich książek.

Kafka nie miał szczęśliwego życia. Zmarł w wieku 41 lat, zawsze chciał opuścić Pragę, niestety to mu się nie udało. Będąc cały czas pod wpływem ojca, zmęczony życiem pisał doskonałe książki. Dobrze, że zostały wydane. Literatura wiele by straciła, a my przy tej okazji również.