Nie staram się nikomu dorównać, rozmowa z Joanną Cegłą

Jeżeli podziwiacie osoby, które coś robią to uwierzcie, że ja mam zupełnie tak samo. Ile trzeba mieć w sobie siły i pasji, żeby uprawiać kilka dyscyplin na raz. Może Joannie nie wydaje się, że to wielka rzecz, ja myślę zupełnie inaczej. To jest wielka rzecz. Teraz w obecnych czasach, kiedy więcej czasu spędzamy przed komputerem, zmobilizowanie się i uprawianie sportu to duże osiągnięcie. Ile razy zaczynaliście ćwiczyć? Jakiś czas temu udało mi się dla portalu Kulturantki.pl przeprowadzić rozmowę z Asią Cegłą.

Byłaś zaskoczona, kiedy chciałam z Tobą przeprowadzić wywiad, a zupełnie niepotrzebnie, ponieważ dla mnie jesteś i pewnie nie tylko dla mnie wzorem do naśladowania. Udało mi się już porozmawiać z Joanną, która, na co dzień zajmuje się „Bieganizmem” to i chciałam porozmawiać z Joanną, która zajmuje się wspinaczką, jogą, podróżowaniem itd… Uwierz, że takie umiejętności chciałby mieć każdy z nas. Tylko jak się zmobilizować, żeby ruszyć się do działania? Skąd czerpiesz motywacje? 

Dziękuję za zaproszenie, czuję się wyróżniona ☺  Na pewno moja motywacja w dużej mierze wypływa z mojego temperamentu – z natury mam dużo energii, od dziecka łapałam się wszystkich możliwych sportów, żeby rozładować nadwyżki energetyczne. Trudno jest mi utrzymać koncentrację, gdy się nie ruszam, a ruch pomaga mi wyciszyć mój niespokojny umysł.  Ale miewam również momenty, kiedy nic mi się nie chce i najchętniej zakopałabym się pod kocem. Czasami idę za taką potrzebą i daję sobie czas na regenerację. Najbardziej napędza mnie jednak świadomość, jak wielką frajdę będę miała z ruchu, gdy tylko wykonam kilka pierwszych kroków. Energia rodzi energię – kiedy już zaczniesz działać, ciało zaczyna produkować substancje, które przynoszą mnóstwo przyjemności. Łatwiej jest mi wstać spod tego koca, kiedy wiem, że w nagrodę czeka mnie taki naturalny „haj”!

Dlaczego joga i dlaczego góry? Czy poszukujesz w takich dyscyplinach równowagi, harmonii, spokoju? 

Tematyka górska była w moim domu rodzinnym obecna od zawsze. Mój tata był w młodości taternikiem i chyba nie przesadzę mówiąc, że góry były jego drugim domem. Wyrosłam więc na górskich opowieściach. Jako dziecko nie miałam jednak okazji spróbować wspinania, z resztą byłam wtedy pochłonięta tuzinem innych sportów. Wspinać się zaczęłam dopiero jako siedemnastolatka. Zaczęłam od kilku wizyt na sztucznych ściankach wspinaczkowych i choć podobało mi się, nie traktowałam tego bardzo poważnie. Wszystko się zmieniło, kiedy pojechałam w skały, a później w góry. To, co wciągnęło mnie bez reszty, to fakt że wspinanie oprócz samego ruchu jest też formą bardzo intensywnego kontaktu z naturą. Gdy startujesz z ziemi, są jeszcze obok Ciebie ludzie, urządzenia, gwar. Ale po kilkunastu ruchach zostajesz sam na sam ze skałą, powietrzem, słońcem, łażącymi po ścianie pająkami. No i ze sobą samym, ze swoją głową. Kiedy skoncentrujesz się na ruchu, chłoniesz przyrodę wszystkimi zmysłami. I to jest dla mnie najcenniejszy element wspinania.

A z jogą to było tak: kiedyś znajomi wspinacze zaproponowali, żebym poszła z nimi na lekcję jogi dla początkujących. O jodze nie wiedziałam wtedy nic i tak jak wielu „niewtajemniczonych” miałam o niej bardzo błędne wyobrażenia. „Rozciąganie, relaks, łatwizna” – tak mi się wtedy joga kojarzyła. Poszłam na te zajęcia z ciekawości i zupełnie bez pokory i … dostałam taki wycisk, że opuszczałam salę na czworaka ☺I to mnie zaciekawiło! Dostałam psztyczka w nos i poczułam w tym wyzwanie. Poczułam, że to jest praca z ciałem, której nigdy wcześniej nie doświadczyłam, bo każdy sport jaki uprawiałam dotychczas koncentrował się albo na sile, albo na wytrzymałości, albo na gibkości. A joga łączyła wszystkie te elementy w doskonałą, spójną formę. Zaczęłam więc praktykę – na początku niezbyt regularną, co później powoli się zmieniało. Zaczynałam z wyobrażeniem, że joga będzie dla mnie kolejnym sportem, taką trochę akrobatyką. Po kilku latach zorientowałam się jednak, że nawet nie wiem kiedy, zaczęłam myśleć i funkcjonować trochę inaczej – spokojniej, mniej porywczo, z większym dystansem. Że żyję bardziej harmonijnie, zmniejsza się moja impulsywność, lepiej śpię. Spokojny umysł zaczął działać bardziej wydajnie. Więc ja nie tyle poszukiwałam harmonii i spokoju, co przyszły one do mnie same, jako skutek uboczny tego, co z początku postrzegałam jako sport, wyzwanie fizyczne. To najlepszy skutek uboczny, jakiego mogłabym sobie życzyć!

Kiedy zapaliła się w Tobie iskierka, żeby pokonywać szlaki w górach, wspinać się… Dla mnie góry są piękne, ale bardzo niebezpieczne…

Największy entuzjazm do gór zrodził się we mnie, kiedy po raz pierwszy pojechałam w nie zimą. Poczułam wtedy, że wymaga to większej niż kiedykolwiek koncentracji, że trzeba być bardziej uważnym. Wtedy byłam nastolatką i kręciło mnie poczucie ryzyka, adrenalina. Teraz widzę to zupełnie inaczej. Nie czuję się już taka nieustraszona jak wtedy, działam bardziej ostrożnie i nie pcham się tam, gdzie niewiele zależy odemnie. Wspinanie ma wiele różnych form i ja wybieram obecnie takie, w których jak najwięcej zależy od mojego prawidłowego działania, a jak najmniej od przypadku. Ryzyko w górach istnieje zawsze, ale można je minimalizować.

Jak pokonujesz swoje lęki?

Lęk jest nieodłącznym elementem wspinania, organizm informuje nas w ten sposób, że czuje się zagrożony. A lęk działa w górach dwojako – z jednej strony jest bardzo ważnym i potrzebnym mechanizmem, który ma za zadanie chronić nas przed niebezpieczeństwem. Z drugiej jednak strony lęk sam w sobie stwarza zagrożenie. Bo kiedy się boisz, działasz niepewnie. Chaos w głowie, to chaos w działaniu, a dla bezpieczeństwa w górach kluczowe jest działanie precyzyjne, logiczne i bezbłędne. Drżące ręce i galopujące myśli to nie są dobre narzędzia do stworzenia sobie bezpieczeństwa w niepewnych warunkach. Ja mam dwa sposoby, które pomagają mi się uspokoić, gdy dopadnie mnie lęk –  przede wszystkim koncentracja na oddechu, której nauczyła mnie praktyka jogi. Spokojny, powolny oddech to informacja dla mózgu, że wszystko jest ok. A kiedy mózg dostaje taką wiadomość, przekazuje ją ciału i ono uspokaja się na poziomie fizjologicznym. Druga rzecz to … no cóż, mogłabym nazwać to dialogiem wewnętrznym, ale ja po prostu gadam do siebie. Kiedy się boję, powtarzam sama do siebie proste informacje, typu: „spokój”, czy „oddychaj”, przywołuję się do porządku. Czasem muszę krzyknąć, żeby dobrze siebie usłyszeć.  Brzmi to może banalnie, ale pomaga. ☺

A czy joga według Ciebie to tylko ćwiczenia fizyczne czy ważny jest, a może przede wszystkim stan umysłu?

Tak jak wspominałam wcześniej, ta kwestia ewoluowała we mnie przez wiele lat. Obecnie wiem, że zdrowe ciało, ze zrównoważonymi procesami fizjologicznymi i energetycznymi to dobre mieszkanie dla zdrowego, spokojnego umysłu. A spokojny umysł, to warunek zdrowia fizycznego. Podstawowa definicja jogi brzmi (w wolnym tłumaczeniu) tak: „Joga, to powstrzymywanie porywów umysłu”. Nadrzędnym celem jest więc umysł, ale zaczynamy od praktyki asan – ćwiczeń fizycznyh, bo tylko w silnym, elastycznym i zrównoważonym ciele może żyć spokojny i zdrowy umysł. Co nie znaczy, że jeśli kogoś w jodze pociąga tylko aspekt fizyczny, to nie powinien się za nią brać – wręcz przeciwnie. Jogę można praktykować na wiele sposobów i na wielu poziomach. Wszystkie są potrzebne i służą zdrowiu.

Sporo osób dziś cierpi na różnego rodzaju nerwice, depresje czy joga to sposób na wyciszenie organizmu czy jej ćwiczenia mogą pomóc w funkcjonowaniu?

Z zawodu jestem psychologiem i to jest moje główne zajęcie. „Panią od jogi” jestem po godzinach. Jako psycholog bardzo często korzystam z elementów jogi. Nie uczę w gabinecie asan, ale korzystam z ćwiczeń oddechowych, relaksacji, ćwiczeń uważności i widzę jak wiele korzyści to przynosi. Są psychoterapeuci, którzy jogę traktują jako ważne narzędzie terapeutyczne, prowadzi się obecnie sporo badań na ten temat i pojawia się coraz więcej publikacji naukowych. Ten obszar bardzo dynamicznie się rozwija. Nieoceniona w zaburzeniach lękowych może być medytacja i pranajama (ćwiczenia oddechowe), asany robią wiele dobrego także przy tendencjach depresyjnych. Joga jest potężnym narzędziem w walce o zdrowie psychiczne, jednak chcę zaznaczyć, że jeżeli ktoś obserwuje u siebie niepokojące objawy, które utrzymują się przez dłuższy czas, to przede wszystkim powinien zasięgnąć porady wykwalifikowanego psychoterapeuty. Wielu osobom sama praktyka jogi  bardzo pomoże, ale nie jest ona remedium na każdy problem.

Od kiedy ćwiczysz jogę? I skąd pomysł, żeby dzielić się swoimi umiejętnościami z innymi. Czy tkwi w tym jakiś głębszy cel? 

Praktykę jogi rozpoczęłam 10 lat temu. Pomysł żeby się nią podzielić właściwie przyszedł do mnie z zewnątrz – trener biznesu, z którym wtedy współpracowałam poprosił mnie, żebym poprowadziła ćwiczenia  oddechowe i lekcję jogi dla kadry menedżerskiej, którą szkolił. Zrealizowaliśmy wspólnie ten projekt, a później pojawiły się następne tego typu propozycje i poczułam że dzielenie się jogą sprawia mi dużą frajdę. Od tamtej pory prowadziłam trochę warsztatów, w między czasie ukończyłam kursy instruktorskie, a kiedy kilka lat temu przeprowadziłam się do Gorzowa – po raz kolejny pojawiły się na mojej drodze osoby, które zachęciły mnie do otwierania i prowadzenia stałych grup. Więc to wszystko dzięki dobrym ludziom, których spotkałam.

Pytasz o cel – ja bardzo wierzę w to, czego uczę. Sprawdziłam i wciąż sprawdzam to na sobie, widzę ile korzyści joga przynosi mojemu zdrowiu i samopoczuciu. Dzielę się tym z głębokim przekonaniem, że każda godzina spędzona na macie podnosi jakość życia zarówno adepta, jak i jego otoczenia.

Czy masz jakiś autorytet, który chcesz dogonić, może jakieś „trudne” cele, za którymi podążasz?

Jest wielu wspaniałych wspinaczy oraz joginów, których podziwiam i którzy mnie inspirują, ale nie staram się nikomu dorównać. Takie dążenia umieszczałyby moją koncentrację na jakichś zewnętrznych celach, a ja chcę przede wszystkim czerpać radość z samej drogi, którą idę. Cieszyć się każdą godziną spędzoną na macie i w górach. Nie chcę za niczym gonić.

Unikam też stawiania sobie większych celów, leczę się z nadmiernej ambicji, bo ona mi nie służy. Ceną satysfakcji bywa często frustracja. Staram się zwyczajnie mieć frajdę z tego, co robię i owszem – doskonalić się, ale nie gonić i nie pędzić. Moim celem jest być dobrym i szczęśliwym człowiekiem ☺

530155_332448213480733_1621823128_n

1970592_677830128942538_739721734_n

1385663_615718558487029_412853888_n

10730843_778637478881419_5194110970207947642_n

10930185_790313334380500_1334344202914831248_n

40564_104129549645935_1830785_n