Warto być uczciwym względem swojej intuicji i przekonań 

Artura Pruzińskiego poznałam podczas mojego udziału w programie o książkach w Słodki Live TV. Cenię sobie spotkania z interesującymi osobami. Ta rozmowa była nieunikniona. Kim jest Artur?

Artur Pruziński. Artysta i marketer, urodzony w 1985 roku w Pionkach, na stałe związany z warszawską Pragą. W 2015 założył z sąsiadami jazz-rockowy zespół KA1, w którym gra na kontrabasie i pełni funkcję managera. Formacja zagrała do tej pory kilkadziesiąt koncertów, aktualnie pracuje nad drugim albumem. W listopadzie 2016 roku nakładem wydawnictwa Novae Res ukazała się jego debiutancka powieść „Jarek Patriota: Bóg, honor i włoszczyzna”. Satyra na IV RP zebrała pozytywne recenzje, ale i oburzenie w pewnych środowiskach. Pruziński zainicjował projekt Ciekawie o Kulturze / Ciekawie o Muzyce, w ramach którego promuje innych artystów i szeroko pojętą kulturę. Współtworzy, jako basista, okołojazzowy zespół SUOVA. Premiera debiutanckiej płyty sekstetu przewidziana jest na końcówkę 2017 roku. Współpracuje jako marketer z K2Media.

 

Czy trzeba lubić politykę, żeby napisać o niej satyrę?

Przewrotnie odpowiem, że należy odnosić się do niej z dystansem. Polityka to dziedzina, która niesie ze sobą pełne spektrum emocji, począwszy od nadziei i uwielbienia, kończąc na rozczarowaniu i żenadzie. Gdy ubarwisz ją elementami z pogranicza science-fiction, mitomanii, dodasz tani romans, wychodzi sympatyczny miks… idealny materiał na historię.  

Czy pisząc książkę „Jarek Patriota: Bóg, honor i włoszczyzna” nie obawiałeś się, że ktoś wsadzi Cię do worka z gorszym sortem?

Zupełnie nie. Właściwie liczyłem na jakiś mikro skandal. Pojawiło się trochę „hejtu” w Internecie, dostałem kilka infantylnych pogróżek. Poziomem kwalifikują się raczej do Pamiętników z Wakacji. To w ogóle ciekawe zjawisko, bo jeśli mamy gorszy i lepszy sort, to powinien być też zwykły, prosty, dajmy na to trochę taki kazikowy sort. Jeśli miałbym do któregoś aspirować, wybrałbym ten kazikowy. 

Satyra według mnie to bardzo trudny gatunek, bo chyba chodzi o to, żeby było śmiesznie… Co rodzi się w głowie autora satyrycznego?

Oj, nie chcesz wiedzieć (śmiech). Każdy gatunek stanowi dla pisarza wyzwanie, konstruowanie fabuły ma wiele punktów styku. Najważniejsze są wyobraźnia i warsztat. Nie mogę się np. doczekać, aż przeczytam twoją książkę. Dla mnie to forma edukacji. Traktuję powieści jako element kształcenia, przy czym mam na myśli nie tylko wspomniane już wyobraźnię i warsztat, ale choćby i empatię, emocjonalną sferę człowieka. Książka to medium, które jak żadne inne, dostarcza emocji i zmusza do intelektualnego wysiłku. 

Masz pomysł na kolejną książkę?

Mam kilka pomysłów. Chciałbym napisać następną satyrę. Bohaterką byłaby ukochana Jarka Patrioty, zwana Matką Polką, Krystyna Pawlovitz. W głowie rodzi mi się również oś fabuły gangsterskiej ze szczyptą humoru rodem z filmu Chłopcy z Ferajny Martina Scorsese. Myślę także o czymś totalnie poważnym. Nie wiem, czy jestem gotowy mentalnie jako pisarz na takie wyzwanie, ale ten trzeci kierunek wysuwa się ostatnio na prowadzenie w wyścigu pomysłów. Na pewno nie zabiorę się za kilka tematów naraz. To droga donikąd. W każdym razie koncentruję się obecnie na muzyce i marketingu, przez co nie mam czasu na systematyczne pisanie, ale wiem, że ten moment nadejdzie. Druga książka ukaże się w perspektywie kilku lat. 

Oprócz pisania, grasz na instrumentach i jesteś członkiem zespołów KA1 oraz SUOVA, czyli dużo w Tobie wrażliwości…Czy wrażliwość przeszkadza czy pomaga w życiu?

Hmmm, myślę że w finalnym rachunku zysków i strat wrażliwość pomaga. Przy czym dla mnie wrażliwość to stosunek wobec innych ludzi, natury, sztuki, to radość i refleksja, ale i bywa, że smutek. Człowiek wrażliwy paradoksalnie ma w sobie siłę, która może ponieść go bardzo daleko, o ile tylko będzie konsekwentny w swoich przekonaniach. Podpisuję się tutaj w 100% pod słowami profesora Bartoszewskiego: „warto być uczciwym, choć nie zawsze się to opłaca”. Dodałbym jeszcze, że warto być uczciwym względem swojej intuicji i przekonań. 

Jak się ma kultura w naszym kraju?

Myślę, że jest podzielona. Taki podział dotyczy wielu rozwiniętych krajów XXI wieku, epoki szerokiego dostępu do informacji. Ktoś ci powie, że media dostarczają miałką papkę, że w TV leci chała, w Internecie królują ploteczki, spada poziom czytelnictwa, a w stacjach radiowych grają tylko pop. Ja odpowiem – masz wybór. Jak chcesz, to włącz disco-polo, zjedz obiad przy Złotopolskich. Ale możesz równie dobrze pójść do teatru, włączyć TVP Kulturę albo zamówić w księgarni powieść. To właśnie wolność. Dzięki niej każdy znajdzie coś dla siebie, wystarczy tylko poszukać. Oczywiście można się zastanawiać nad systemem edukacji, który pośrednio odpowiada za poziom intelektualny, kulturalny społeczeństwa. Można się denerwować na polityków, którzy manipulują przekazem informacyjnym w mediach publicznych, ale nie oszukujmy się –  dla niektórych szczytem doznań kulturalnych będzie zawsze impreza w remizie strażackiej, gdzie dla innych to synonim obciachu, a dla jeszcze kolejnej grupy interesujący folklor. Różnorodność to zresztą piękna sprawa. 

Przeprowadzasz podobnie jak ja, wywiady z twórcami, czym dla Ciebie jest poznawanie artystów? Czy szukasz w tym inspiracji czy konfrontacji?

Zdecydowanie inspiracji. Uruchomiłem projekt Ciekawie o Muzyce, aktualnie już Ciekawie o Kulturze po doświadczeniach z bycia managerem zespołu KA1. Promocja, kontakty z mediami, pozyskiwanie sponsorów, organizacja koncertów wymagały ode mnie nie lada wysiłku. Przy okazji poznałem wielu wspaniałych ludzi i artystów. Uznałem, że trzeba sobie nawzajem pomagać. No i było mi mało (śmiech). Trochę się uzależniłem od wiedzy, eksploracji kultury poprzez zagłębianie się w świat ludzi kreatywnych. Aktualnie projekt współtworzę z Jakubiem Badełkiem, mamy też pierwszych partnerów. Poznajemy niesamowite osoby, zdarza się, że niektóre z tych relacji przeradzają się w przyjaźnie, procentują współpracą artystyczną. Podam przykład. Pod koniec września wchodzę ponownie do studia. Nagrywamy muzykę skomponowaną przez mój zespół w kooperacji z aranżem znanej kompozytorki Anny Marii Huszczy w wykonaniu chóru Katarzyny Płońskiej. Pracujemy razem, bo dziewczyny udzieliły mi kiedyś wywiadu. 

Dziękuję Artur za fajną rozmowę.

 

fot. Arcadius Mauritz 

fot. Jakub Badełek

Tagi: