Jesteśmy nadal mało tolerancyjni i świetni w zaszczuwaniu jednostek

Gombrowicz zaprząta mi głowę. Przeczytałam o nim kilka książek m.in. tę napisaną przez Ritę Gombrowicz pt. „Gombrowicz w Argentynie”, którą udało mi się kupić na Chmielnej w Warszawie. Czasami zazdroszczę, że część życia spędził poza granicami naszego kraju. Choć tak oficjalnie zmusiła go do wyjazdu wojna, jednak myślę, że prawda była trochę inna… Wojna to jedno, a jego niechęć do kraju to drugie.

W obecnych czasach też pewnie by opuścił Polskę. Brak akceptacji jego osoby, a przede wszystkim jego twórczości był wystarczającym argumentem, żeby zostawić za sobą przeszłość, by zająć się nieznaną przyszłością. Choć przeżywał trudne chwile, nie żałował swojej decyzji.

Zanim jednak wypłynął do Ameryki Południowej mieszkał w Warszawie przy ul. Chocimskiej 35 na Śródmieściu. Gościł u siebie Schulza i Witkacego.

Miałam przyjemność odwiedzić Chocimską o północy. Kiedy pomyślałam, że właśnie tymi ulicami podążał autor książęk, które są dla mnie bardzo ważne poczułam dziwne spełnienie, a przecież to trudne odczucie… .

Uwielbiam Dzienniki Gombrowicza, a ostatnio przeczytałam „Kosmos”, który polecam. Realność i rzeczywistość, o której tak wyśmienicie pisał, przemawia do mnie wyjątkowo. Posługiwał się prawdą, a to cenię najmocniej w pisarzach. Przykre jest, że musiał się wtedy ukrywać ze swoją orientacją seksualną, a najbardziej przykre jest to, że pewnie dziś robiłby to samo.

Jesteśmy nadal mało tolerancyjni i świetni w zaszczuwaniu jednostek. Rasiści, którzy modlą się pod figurą, a diabła mają za skórą.

 

Tagi: