Postanowiłam, że na swoim blogu rozpocznę rubrykę Śladami Pisarzy, ale już wiem, że będą tu również “ślady” osób, które w jakiś sposób wywarły na mnie wrażenie… Będzie miejsce dla Skłodowskiej, dla Salvadora Dali… Tak sobie zaplanowałam, żeby stworzyć miejsce, do którego możecie zaglądać, a które ja chętnie poprowadzę.
Ostatni weekend spędziłam w stolicy i zaplanowałam sobie, że odwiedzę miejsce, do którego często zaglądał Konwicki. Przespacerowałam się uliczkami, które pisarz przemierzał często. Byłam na ulicy, na której mieszkał. Przechadzałam się przez podwórze, z którym był związany… Tak czułam. Było to dla mnie magiczne „spotkanie”, później przez Nowy Świat, przez Plac Trzech Krzyży poszłam na ulicę Wiejską, przy której znajduje się kawiarnia „Czytelnik”, w której przez dekady swój czas spędzała ogólnopolska inteligencja. Pewnie słyszeliście o stoliku Konwickiego, przy którym siadali również: Stachura, Łapicki, Holoubek, Głowacki, Herbert, Morgenstern…. Ta legendarna atmosfera mnie przyciągnęła.
Miejsce to odwiedzał również krytyk literacki Henryk Bereza, który odkrył Marka Hłaskę oraz Edwarda Stachurę. Kiedy wymieniam kolejne nazwiska, czuję jak bardzo ulotne jest życie, jak opuszczają nas wybitne osoby zabierając ze sobą tajemnicę życia, mądrość i wskazówki dla nas. Na całe szczęście pozostawiają po sobie ślady: literaturę, spektakle, filmografię… Na pytanie o stolik, Tadeusz Konwicki mówił, że: Oni tam po prostu rozmawiali o tym, co myślą.
W czasach komunizmu to było miejsce bardzo ważne, bo tam się rozmawiało szczerze o wszystkim. To po prostu była taka wysepka inteligencji – mówił Janusz Głowacki.
W Warszawie ponoć mówi się, że to miejsce umiera, choć do dziś dnia można tam spotkać m.in. Janusza Głowackiego czy Kazimierza Kutza.
Jacek Żakowski powiedział dla portalu naTemat, że kiedyś to było takie sanktuarium inteligencji polskiej. A dzisiaj ona powoli umiera…
Myślę, że przedwojenna, europejska instytucja kawiarni już się w Polsce skończyła. Podobnie, jak w Nowym Jorku, gdzie próbowaliśmy założyć takie miejsce, w którym spotykaliby się pisarze, ale to było niemożliwe, bo tam nie ma takich tradycji. A teraz nie widuje się w “Czytelniku” tylu młodych pisarzy. Niektórzy tylko przychodzili właśnie do Henia Berezy, by porozmawiać o swoich książkach. Bo był wciąż wyrocznią w kwestii literatury i pomagał debiutantom, ale myślę, że to się właśnie dzisiaj skończyło – podsumował dla portalu naTemat Janusz Głowacki.