Brak dystansu do naszej historii to nasza polska domena

Kontrowersja jest potrzebna. Gdyby nie osoby odważne które zdecydowanie dodają pikanterii naszemu życiu, świat byłby ubogi. Chętnie czytam historię takich osób. Choć wiem, że od kontrowersji jest o krok do śmieszności. Dlatego kontrowersja musi się trzymać prawdy, musi mieć drugie dno. Czegoś nas uczyć i coś przekazywać. W sposób często śmieszny udostępniać prawdy, o których wprost czasami nie wypada mówić lub nie wolno. Kontrowersja często wymaga od nas inteligencji. Nie jest zbyt oczywista, nawet jak ktoś myśli że jest prosta, to nie jest.

O Davidzie Cernym dowiedziałam się przy okazji czytania książek Mariusz Szczygła. Wtedy już szukałam wątków o artyście. Miałam wielką chęć zobaczyć jego prace i z dużym zaciekawieniem i nieukrywaną frajdą odkrywałam jego kolejne instalacje w Pradze.

Rycerz na odwróconym koniu Cernego znajduje się w pasażu Lucerny, jest parodią rzeźby Świętego Wacława wykonanej przez rzeźbiarza Josefa Vaclava Myslbeka, który stoi na Placu Wacława. Nie wyrażono zgody na to, żeby rzeźba była również postawiona na Placu Wacława, a taki był pierwotny zamysł Davida. Wszystko dlatego, że powszechnie uważa się, że praca ta jest krytyką Vaclava Klausa, byłego prezydenta Czech.

Zastanawiam się, czy taka parodia miałaby miejsce w Polsce nawet w prywatnym centrum handlowym. Gdyby np. ośmieszała polską postać historyczną. Pewnie nie. Brak dystansu do naszej historii to nasza polska domena. W ogóle brak dystansu do siebie, to nasza domena narodowa.

Kolejna praca to Zygmunt Freud powieszony w jednej z uliczek na Starym Mieście, a także głowa Franza Kafki, która znajduje się w pobliżu centrum handlowego Quadrio (waży 39 ton, mierzy 11 metrów i składa się z 42 ruchomych elementów, które obracają się). A przede wszystkim sikające postacie znajdujące się na dziedzińcu Muzeum Kafki. Postacie sikają na Republikę Czeską (!?). Wyobrażacie sobie taką rzeźbę w Polsce ? Szczególnie w obecnych czasach, przy obecnym rządzie. No i niemowlaki z twarzami przypominającymi automaty wrzutowe na monety raczkują przed wejściem do Muzeum Kampa i są częścią projektu „Dzieci” – wyglądają tak samo jak te, które pełzną po wieży telewizyjnej, ale tu można obejrzeć je z bliska, tych na wieży nie udało mi się zobaczyć.

Szczerze przyznam, że szukanie poszczególnych rzeźb było intrygujące. Nawet jak nie wiecie o nich a nagle zobaczycie, uwierzcie, uśmiechniecie się pod nosem. Ja tak miałam. Żałuję, że nie widziałam wszystkich, ale myślę, że będę miała jeszcze okazję. Chciałabym też zobaczyć prace Saudka. Nie miałam teraz okazji, ale nic straconego. Wiem po co będę wracać do Pragi… Choć nie tylko po to. Jakoś wyjątkowo tamten klimat mi pasuje.