Myśl, jedz, biegaj, czyli idealny sposób na życie

Do mojej Fabryki Ludzi zaprosiłam Gniewomira Skrzysińskiego, a to za sprawą naszego spotkania w telewizji Słodki Live. Cenię takie wyzwania, ponieważ pozostawiają po sobie to co najlepsze, czyli kontakty z ciekawymi osobami.

Kim jest Gniewomir?

Bhakit jogin, blogger, ultramaratończyk, aktor, mówca, podróżnik, pisarz. Próbuje złapać nieuchwytne ciesząc się każdą chwilą. Uwielbia inspirować i dzielić się wiedzą, doświadczeniem oraz tym wszystkim, co sprawia, że wzrastamy.

Kiedy pierwszy raz Ciebie zobaczyłam, pomyślałam, że jesteś takim wycofanym introwertykiem. Nic bardziej mylnego. Dlatego już wiem, że nie można się sugerować pierwszym wrażeniem.

Tak, to prawda, pierwsze wrażenia potrafią być mylne, choć wcale nie znaczy, że muszą być całkowicie chybione. Tym bardziej, gdy ma się do czynienia z osobnikiem, który łączy w sobie różne sprzeczności i potrafi być to intro, to ekstrawertykiem. Wracając do naszego pierwszego spotkania, to muszę przyznać, że rzeczywiście mogłem wówczas sprawiać wrażenie mocno wycofanego. Ale tak już mam, gdy spotykam zupełnie obcych mi ludzi, wtedy raczej trzymam się na uboczu, obserwuję, analizuję i czekam na dalszy rozwój wydarzeń.

Kim jest Gniewomir?

Twoje spostrzeżenia są bardzo ciekawe, tym bardziej, że oba-choć skrajne, po części opisują moją osobę. I jak tu nie być zakłopotanym? Stąd bardzo trudno będzie opowiedzieć w kilku zdaniach kim jest Gniewomir, tym bardziej, że każdego dnia, sam szukam odpowiedzi na to pytanie. Myślę, że z istotnych rzeczy/cech, które mnie definiują są: otwartość i chęć ciagłego rozwoju, doskonalenia się, dociekania „po co” i „dlaczego”, szukania nowych możliwości i patrzenia z różnych perspektyw.

Spotkaliśmy się za sprawą naszego udziału w Słodki Live TV przy okazji promocji Twojej książki Graj na ukulele i bądź szczęśliwy.  Czym dla Ciebie jest gra na ukulele? Skąd pomysł właśnie na ten instrument (muszę przyznać się, że bardzo go lubię słuchać)?

Na ukulele wpadłem, choć lubię też myśleć, że właściwie to ono wpadło na mnie, jakieś 10 lat temu. Akurat byłem wtedy u moich holenderskich przyjaciół, u których znalazłem ten czterostrunowy instrument, do złudzenia przypominający gitarę, tyle że bez dwóch strun, i w mocno zminiaturyzowanej postaci. Najśmieszniejsze jest to, że gdy Els mówiła mi jak się ta „mała gitarka” nazywa, nie potrafiłem tej nazwy zapamiętać. Wszystko zmieniło się po tym, jak zacząłem szukać informacji o ukulele w internecie, próbując też zacząć na nim grać. Od tej chwili nie mogłem przestać myśleć o „skaczącej pchle” (dosłowne tłumaczenia słowa ukulele) i nigdy więcej nie użyłem już określenia „mała gitarka” w stosunku do ukulele.

Łączysz kilka pasji: bieganie, gotowanie, muzykę i…. myślenie. Czy muzyka i sport mają według Ciebie coś wspólnego?

… i jeszcze parę innych 😉 Niemniej te, wymienione przez Ciebie można nazwać tymi głównymi, które są według mnie mocno powiązane. Zresztą takim mottem, hasłem przewodnim pod którym działam jest: think-eat-run (myśl, jedz, biegaj). Wszystko zaczyna się od świadomości, im bardziej pracujemy nad własnym rozwojem, nad poszerzaniem horyzontów, tym ta świadomość staje się bardziej obszerna, głębsza, wielowymiarowa i wielopłaszczyznowa. Stąd te trzy hasła, wokół których i na których można bardzo dużo zbudować i przekazać. Choć z pozoru wydają się one błahe i mało istotne (wszak każdy z nas je, myśli, rusza się), to stosując zasadę: od ogółu do szczegółu, można o każdym z nich-osobno oraz we wspólnym ujęciu wiele powiedzieć, a nawet książkę napisać!

Lubię szukać podobieństw-wolę znajdywać to co łączy, niż to co dzieli. Staram się postrzegać muzykę oraz sport jako sztukę. I mimo iż te dwie ‚dyscypliny’ w swej powierzchowności wydają się być diametralnie odmienne, tak w swej istocie łączy je bardzo wiele punktów wspólnych. Wystarczy wymienić choćby kilka z nich: potrzeba ciągłego doskonalenia, medytacja, praca z umysłem, wrażliwość, wsłuchiwanie się w samego siebie, praca z ciałem, wyzwolenie emocji, przesuwanie barier, odkrywanie nowych obszarów własnego jestestwa.

O czym myśli często Gniewomir ?

O życiu i jego przemijaniu, nad jego kruchością, a zarazem nad jego wspaniałością. O miłości, szczęściu, podróżach, o nowych ścieżkach rozwoju, i sposobach dzielenia się tym co pozytywnymi strumieniami ze mnie wypływa.

Czy wg Ciebie nasze społeczeństwo, które żyje coraz szybciej ma czas na myślenie?

Czasu od zawsze było tyle samo. Można szybciej, można intensywniej, tylko powstaje zasadnicze pytanie: po co? Inna sprawa to to, że ludzie chyba nie tyle, że nie mają czasu na myślenie-oni w większości albo nie chcą myśleć, albo nawet nie wiedzą, że mogą. Robią to za nich politycy, rządy, gazety, telewizja, smartfony. Na wszystko jest przecież gotowa odpowiedź, po co zatem szukać jej w sobie?

Witold Gombrowicz mówił, że to działanie nas określa, kim jesteśmy. Czy zgadzasz się z tym?

Zdecydowanie tak. Bez działania, dajemy się „upupić” (cytując Mistrza), pozostając w krainie życzeniowego myślenia i setek niespełnionych marzeń. W większości nie spełnionych tylko dlatego, że nawet nie podjęliśmy próby ich realizacji. Dopiero poprzez działanie, a nie piękne słowa, możemy dać wyraz temu, kim jesteśmy.

Co daje Ci pokonywanie swoich kolejnych barier?

Na pewno mnóstwo satysfakcji! Bez wyznaczania sobie nowych celów, bez pokonywania trudności które mnożą się w drodze do ich osiągnięcia, czuję że stoję w miejscu. Ja potrzebuję ruchu, dynamiki, działania i ciągłego redefiniowania tego kim i po co jestem.

Miło było z Tobą porozmawiać. Dziękuję. 

 

 

 

Tagi: